Wybory w USA były ustawione

22 Sty

Barack Obama został właśnie zaprzysiężony na kolejną kadencję, więc tę straszną prawdę można ujawnić. Wybory prezydenckie w USA były ustawione. Oto dowód:
votamatic

Jak widać na załączonym obrazku już w czerwcu 2012 znany był niemal dokładny wynik wyborów. Diagram pochodzi ze strony politologa z Emory University Drew Liznera. (Pokazuję wykresy z głosami elektorskimi, ponieważ z uwagi na dziwaczny system wyborczy USA to one mają kluczowe znaczenie, o czym przekonał się w 2000 roku Al Gore).
Kto ustawił wybory? Odpowiedź jest bardzo marksistowska: ekonomiczne fundamenty. Lizner bazował w swojej prognozie na modelu Alana Abramowitza znanym jako „time for change”. Według Abramowitza jednym z kluczowych predyktorów zachowań wyborczych jest dynamika PKB. Samo w sobie nie jest to może przesadnie szokujące. Oparte na różnych zmiennych ekonomicznych tzw. modele fundamentalne dość dobrze (jak na nauki społeczne i relatywnie niewielki zasób dostępnych danych) radzą sobie z przewidywaniem wyniku amerykańskich wyborów prezydenckich. W tym przypadku ekscytujaca jest stabilność.
Podobnie stabilne krzywe zobaczymy zresztą w prognozach opartych na agregacji sondażyk, jak model Nate’a Silvera:

538

Czy mój ulubiony model Sama Wanga:
EV_history

Wszystkie te prognozy, różnymi metodami pokazują jedną rzecz: w trakcie całej kampanii nie było momentu, w którym wynik Obamy spadłby poniżej 270 głosów elektorskich. Ta historia ma kilka ciekawych aspektów.

Po pierwsze, jakie jest rzeczywiste znaczenie komunikacji politycznej i marketingu? Kandydaci łącznie wydali  astronomiczną sumę niemal miliarda dolarów na reklamę polityczną. Ta kwota nie obejmuje wydatków tzw. Superpaków i pieniędzy wydanych na inne formy perswazji. Według różnych szacunków, łącznie na kampanię 2012 przeznaczono 6 miliardów dolarów. Mimo to, niebieska i czerwona linia na wykresie Liznera ani drgnęły, a układ polityczny przed wyborami jest dokładnie taki sam jak po wyborach. Ten komunikacyjny potlacz jest moim zdaniem kolejnym argumentem na rzecz hipotezy efektów minimalnych.

Druga kwestia dotyczy sondaży. Pomimo pojedynczych wahań  ich średnie, czy mediany (u Wanga) okazują się bardzo stabilne. W Polsce nikt z medialnych „panditów” jakoś nie zauważył tego zjawiska. Zupełnie serio komentuje się 5, 10 czy 15 punktowe skoki w sondażach. Mechanizm jest zawsze taki sam. Wybiera się jakieś pseudowydarzenie i łączy je z ruchem sondażowym. Najbardziej zabawnie jest kiedy miesiąc później pokazuje się sondaż z 10 punktowym ruchem w drugą stronę, a medialni wróżbici bez zmrużenia oka znajdują jakieś inny pseudoevent, który za to odpowiada.  Ostatnio ktoś powiązał 5 punktowy spadek PO w jakimś sondażu ze sprawą fotoradarów. Gdyby tylko ci głupi Amerykanie wiedzieli, że wystarczy trochę fotoradarów, żeby pchnąć opinię publiczną o 5 punktów.
Inna sprawa to obraz kampanii jaki nam prezentują media. Oto kilka nagłówków z naszej quality press:

rzepa1

wyborcza1

rzepa2

wyborcza2

Wynik wciąż wisi na włosku, walka trwa do końca, idą łeb w łeb, jeden drugiego nokautuje itd. Te tytuły idealnie wpisują się w schemat, które określa się mianem ramy gry (strategy coverage):

1. w centrum zainteresowania jest wygrywanie i przegrywanie;

2. dominuje język wojny, gry i rywalizacji;

3. kampania jest przedstawiana jako fabuła z aktorami, krytykami i widownią,

4. w centrum stawiany jest sposób odgrywania roli, styl i percepcja kandydata;

5. duży nacisk kładzie się na sondaże i wyniki kandydatów.

Opisywałem już to zjawisko przy okazji kampanii z lat 2004-2007. Znalazłem nawet dość starą prezentację, w której jest trochę kejsów z 2007:

Agregacja sondaży, modelowanie statystyczne i generalnie relacjonowanie kampanii oparte na mierzalnych danych empirycznych jest śmiertelnym wrogiem ramy gry. Kampania to rozrywka. Jeśli prawdziwym jej obrazem jest wykres Liznera, to nie ma jak snuć ekscytujących narracji o wojnie, wyścigu i teatrze. Wrogość, czy wręcz wojnę narratorów z jajogłowymi widać było bardzo dobrze w amerykańskich mediach. Wygrali jajogłowi, ale było ciężko.
Nie wiem, czy w Polsce doczekamy się szybko agregatorów sondaży, jestem jednak pewien, że usłyszymy jeszcze wiele bajek o tym, jak mrugnięcie Tuska, bądź grymas Kaczyńskiego spowodował zmianę opinii publicznej, podczas gdy owa „zmiana” jest w rzeczywistości artefaktem wynikającym z zastosowania najtańszej możliwej metody badawczej.
Advertisements

Jedna odpowiedź to “Wybory w USA były ustawione”

Trackbacks/Pingbacks

  1. Dramat kontra dane, albo o ogonie, który macha psem | Tomasz Olczyk - 11/05/2016

    […] okazji każdej kolejnej kampanii, szczególnie prezydenckiej w USA, nieodmiennie fascynuje mnie zdolność dziennikarzy do zbudowania dramatu z niczego. Najnowszej ilustracji dostarczyła mi […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: