Archiwum | narzędzia RSS feed for this section

Programy CAQDA i analiza mediów

22 List

Poniżej moja prezentacja z ostatniej konferencji metodologicznej medioznawców na Uniwersytecie Warszawskim. Tym razem software w służbie badań, czyli rzecz o programach do wspomaganej komputerowo analizy danych jakościowych. Tematyka CAQDA (computer assisted qualitative data analysis) stała się moim konikiem od czasu kiedy zacząłem używać TAMS Analyzera. Moje przygody z CAQDA zaczęły się jeszcze przy badaniach do doktoratu, ale „wsiąkłem” dopiero przy TAMSie. Apostołom CAQDA zarzuca się ostatnio nadmierny techno–optymizm i brak metarefleksji. Ja spróbowałem opowiedzieć o CAQDAS („s” od software) z nieco innej perspektywy niż zazwyczaj. Uznałem, że oprogramowanie jest medium w komunikacji badacza z materiałem badanym. Skupiłem się na tym jak software ramuje proces badawczy na różnych etapach. Skoncentrowałem się na dwóch kwestiach. Jak software wpływa na dobór materiału i na problem „wbudowanej” metodologii”. Przy okazji chciałem opowiedzieć o podstawowych funkcjach oprogramowania i jego ewolucji. W tle był jeszcze wątek wolnych licencji. Materia okazała się chyba nieco zbyt rozległa jak na pietnastominutową prezentację.
P.S. W prezentacji są screencasty, które nie uruchamiają się po konwersji do pdf.

Reklamy

Historia w reklamie politycznej

21 Mar

Wracam powoli do korzeni, czyli do reklamy telewizyjnej. Przy okazji testuję TAMSa na materiale audiowizualnym. Wszystko to jako przygotowanie większego badania reklamy politycznej, które przygotowuję na CEECOM we Wrocławiu. Poniżej kolejny krok, czyli prezentacja z konferencji „Manipulacja w mediach” z ubiegłego tygodnia. Impreza jest organizowana przez UKSW, w tym roku tematem była manipulacja historią.

Załadowałem do TAMSa spoty z kampanii europarlamentarnych z 2004 i 2009. Dwa losowo wybrane bloki audycji wyborczych. Klucz kategoryzacyjny był budowany indukcyjnie. Najpierw historia „w ogóle” potem kolejne kategorie. Najbardziej istotny wniosek jest taki, że rola historii w przekazie reklamowym dość drastycznie spadła w 2009. W 2004 7,5% czasu audycji zajmowały odniesienia do przeszłości, w 2009 4,5%. Można to tłumaczyć „historycznością” kampanii 2004, która odbywała się w przededniu naszego wejścia do Unii. Z drugiej strony głębokość mito-logizacji historii, skłania do przyjęcia interpretacji Cassirera, że mit służy nam w redukowaniu lęku przed niepewną przyszłością. Opis jakościowy dotyczy głównie 2004, bo w 2009 było już zbyt mało materiału.
Na koniec uwaga do organizatorów. Skrócenie czasu wystąpienia do 10 minut to dziwna praktyka. Myślę, że konferencji dobrze zrobiłaby ostrzejsza selekcja abstraktów.

Metaproblemy badania celebrytów – wideo

21 Gru

Organizatorzy IV Ogólnopolskiej Konferencji Metodologicznej Medioznawców sfilmowali wszystkie wystąpienia i tym samym znalazłem się na Youtube. Referat dotyczył metateoretycznych i metodologicznych kwestii związanych z badaniem celebrytyzacji politycznej. Całość do obejrzenia tutaj:

Slajdy trochę słabo widać, więc wrzucę też slajdy ze slideshare:

Nad paroma rzeczami musiałem się prześlizgnąć, ale wszystko co miało być powiedziane i jeszcze więcej zostanie w końcu opisane. Schemat baniek, które na wideo widać słabo powstał w świetnym, darmowym programie do mapowanie konceptualnego – VUE. Na etapie projektowania  prezentacji miałem komputer w serwisie w związku z czym użyłem nieco zmodyfikowanej metody off the grid Garra Reynoldsa. Projekt prezentacji wyglądał tak:
prezentacja w wersji low tek

Polityczna retoryka wizualna na Facebooku

4 Gru

Listopad 2013 okazał się miesiącem konferencji. Polskie Towarzystwo Retoryczne zorganizowało konferencję poświęconą retoryce wizualnej. Dzięki temu miałem motywację do dokończenia mojego facebookowo-politycznego projektu z ubiegłego roku. Wtedy porównywałem profile Komorowskiego, Obamy i Romneya używając klasycznych kategorii wypracowanych w badaniach reklamy politycznej (osobowość vs program, pozytywne vs negatywne itp.). Już na pierwszy rzut oka uderzyła mnie  różnica w formie wpisów między polskim, a amerykańskimi kandydatami.
Tekstowość i wizualność politycznego Facebooka
Jak widać wpisy Komorowskiego były oparte na tekście i praktycznie pozbawione elementów wizualnych (poza spotami wideo).

ikoniczność facebooka

Korzystając z konferencyjnej okazji dokodowałem bogaty materiał wizualny. Koncept badania oparty był tym razem na skonstruowanym indukcyjnie kluczu kodowym. Kodowałem po prostu widoczne na zdjęciach „obiekty” następnie tworzyłem kategorie (rodzina, „zwykli ludzie”, „niezwykli ludzie”, przedmioty itp.).  Oczywiście gdzieś w tyle głowy miałem goffmanowski koncepty człowieka w teatrze życia codziennego, przenośnej fasady osobistej itp., więc to nie była zupełnie czysta indukcja.
Dzięki temu projektowi zbliżam się do opanowania wszystkich funkcji TAMSa. Wizualnie prezentacja oparta jest na skeumorfiźmie (podobnie jak poprzednia o facebooku). Wyszły dość ciekawe różnice. Obama dużo częściej eksponował swoją rodzinę, żonę i relacje z pojedynczymi wyborcami. Romney z kolei najczęściej występował w kontekście flagi i wielkich tłumów wyborców. Więcej szczegółów tutaj:

Gapminder czyli analityka społeczna w najlepszym gatunku

28 Lu

Rozpoczął się nowy semestr a jednocześnie mój główny przedmiot wykładowy: teorie zróżnicowania społecznego. Przy tej okazji nie mogę nie wspomnieć o absolutnie genialnym narzędziu do analizy globalnych zróżnicowań społeczno-ekonomicznych. Gapminder to internetowa, a także desktopowa aplikacja do dynamicznej, interaktywnej wizualizacji danych statystycznych. Jeśli to nie brzmi wystarczająco ekscytująco, to polecam poświęcić chwilę na ten filmik:

Gapminder zbiera dane różnych agend ONZ i innych organizacji dzięki czemu możemy nie tylko w 4 minuty przeanalizować 200 lat historii społeczno-ekonomicznej świata, ale także sprawdzić, czy spożycie alkoholu koreluje z nierównościami ekonomicznymi:

alkohol a nierówności

Albo gdzie szykuje się awantura:

parabellum

Jedyny minus to nieco powolna aktualizacja danych.

Slajdologia – multimedialna „rewolucja” w wykładaniu

6 Lu

Planowałem polemikę z  wpisem Emanuela Kulczyckiego ale okazało się, że mamy podobne spojrzenie na temat udostępniania slajdów. W zażartej dyskusji wokół tego problemu pojawiły się odwołania do osobistych doświadczeń, a nawet etyki. Zabrakło mi  kluczowej kwestii – prezentacji jako medium komunikacji.

Najpierw historyjka. Dawno, dawno temu ja również udostępniałem slajdy. Wrzucałem je na slideshare i przesyłałem studentom linki. Czasem nawet konwertowałem prezentacje do pdf i wysyłałem bezpośrednio (używam dość rzadkiego programu do robienia prezentacji). I wszyscy żyliby długo i szczęśliwie, gdyby nie to, że w krótkim odstępie czasu kilkukrotnie zetknąłem się z uwagami studentów w rodzaju „tu jest za dużo obrazków, jak mamy to drukować?” czy „nie ma tekstu, jak mamy się z tego uczyć?”. Wtedy dotarło do mnie, że panuje zasadnicze nieporozumienie co do tego, czym właściwie są slajdy i jaka jest ich funkcja w procesie nauczania/uczenia się.

Okazuje się, że cała multimedialna rewolucja w prowadzeniu zajęć, sprowadza się w oczach jej uczestników do czegoś takiego:

technologiczna rewolucja w wykładaniu

Multimedialna rewolucja w nauczaniu

Drzewiej nie było książek, więc najstarszy starowina czytał tę jedyną, którą akurat miał uniwersytet, a reszta to spisywała. Dziś nadal nie ma… Oh wait. Dziś są książki, biblioteki, chomiki, komputery, rzutniki i cała reszta ale jednokierunkowa komunikacja oparta na tekście pozostała. Zamiast czytać książki, czyta się i (jednocześnie pokazuje) slajdy.  Jeśli wierzyć teorii podwójnego kodowania, nie ma to żadnego sensu. Kanał odbioru informacji werbalnej natychmiast się blokuje. Odbiorcy albo przestają słuchać, albo czytać to co jest na slajdzie. Zaawansowane teorie nie są zresztą potrzebne. Wystarczy policzyć z jaką prędkością ludzie mówią, a z jaką czytają. Albo jeszcze lepiej, poprowadzić pięciogodzinny wykład używając tekstowych slajdów.

Slajdy są medium wizualnym. Na poparcie tej tezy można przedstawić bardzo długą bibliografię. Począwszy od prac kognitywistów, jak np. „Clear and to the point” Stephena Kosslyna, poprzez teksty o grafice informacyjnej, jak prace Edwarda Tufte, skończywszy na bardziej popularnych pozycjach skierowanych do biznesu. Z przyczyn kulturowych, instytucjonalnych i narzucającej się „tekstowej epistemologii” powerpointa ciągle jednak używa się go jako swoistego telepromptera. Ten sposób bywa wygodny zarówno dla nadawcy  jak i dla odbiorcy. Prezentację tekstową robi się błyskawicznie. Studenci zaś  gotowi są przecierpieć przeładowanie poznawcze jeśli tylko dostaną to do czego przyzwyczaiła ich szkoła:

W programie do prezentacji nie sposób bowiem stworzyć sensownie czegoś bardziej rozbudowanego tekstowo niż „skrócona lista fragmentów, streszczeń lektur”. Nikt nas nie prosi o przesłanie artykułu w powerpoincie. Do tworzenia tekstu służy edytor tekstu, a tekstową wersją wykład nie jest „deck” slajdów tylko skrypt.

I tu dochodzimy do kwestii „czy udostępniać slajdy?”. Mój opór nieco zmalał kiedy przeczytałem opinie studentów w linkowanej dyskusji. Może jednak się złamię i wrócę do dawnej tradycji. Jeśli nawet to dodam coś w rodzaju ostrzeżenia ministra zdrowia na papierosach: „Używając slajdów niezgodnie z przeznaczeniem, możesz polec na egzaminie!”

Na marginesie myślę, że sprawa slajdów dotyka bardziej fundamentalnej kwestii – roli wykładów. Wykład był efektywną formą komunikacji w świecie niedoboru informacji. Przetrwał mimo utraty pierwotnej funkcji trochę jak klawiatura qwerty. Makdonaldyzacja nauki sprawia, że wykład dla stuosobowej grupy będzie zawsze postrzegany jako bardziej „racjonalny” niż ćwiczenia dla pięciu dwudziestoosobowych grup. W świecie nadmiaru informacji wykładowe komunikowanie musi jednak dotyczyć czegoś innego niż w średniowieczu.